Sycylia - bliżej ognistej plamy gorąca...

Dobiegła już końca kolejna cudowna wyprawa na Sycylię, południowy zakątek Europy, obfitujący w bogactwo różnych atrakcji. W ostatnim dniu naszej wycieczki popłynęliśmy na Wyspy Liparyjskie, na świecie znane jako Eolskie, bo legendarnie związane z władca wiatru - Eolem. Największą atrakcją tego dnia, oprócz rejsu wokół malowniczych wybrzeży Lipari i Vulcano, była możliwość wyjścia aż do krateru drzemiącego wulkanu. Szliśmy po lawie, mijając ogromne ilości materiału piroklastycznego w postaci bomb wulkanicznych i lapilli. Momentami oddychanie utrudniały wydobywające się ze szczelin skalnych gazy przesycone siarką. Nie zważając na trudności i pokonując 500 m wysokości względnej, mogliśmy spojrzeć na dno krateru pełne zastygłej błotnistej lawy. Po uczcie dla oczu mogliśmy zadbać o naszą cerę, zażywając kąpieli błotnych wśród małych "gejzerów" zasilających gorącą wodą zatokę Morza Tyrreńskiego.
A w poprzednich dniach?
Wyjechaliśmy na zbocza Etny. Nie była zbyt gościnna. Temperatura spadła tam do prawie 10 stopni Celsjusza. Wiatr wiał z prędkością naszego halnego. Weszliśmy na czarne ziarna wszechobecnych popiołów. Trawersowaliśmy stożki pasożytnicze, wiedząc, ze pod nami drzemie olbrzymia siła, zdolna unicestwić wszystko w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Etna okazała się dla nas łaskawa, ale wiatr osiągający w porywach do 200 km/h, chciał nas zepchnąć ze zbocza. Trzymaliśmy się razem i paradoksalnie znaleźliśmy schronienie w kraterze.
Kiedy już zjechaliśmy z wysokości ponad 2000 m. n.p.m. Mogliśmy wejść na jęzor spływającej całkiem niedawno, bo w 1992 r., lawy. U jej czoła mogliśmy skosztować różnych gatunków miodów i oliwek, doskonałych produktów tego żyznego regionu.
Niedługo potem zanużaliśmy już nasze nogi w pięknym przełomie rzeki Alcantara. Zablokowane tu kiedyś przez potok lawowy wody w korycie rzecznym, drążyły nową drogę wśród twardych skał, by teraz wyeksponować tu piękne słupy bazaltowe.
Tuż przed wieczorem mieliśmy jeszcze okazję odwiedzić Taorminę. Na wzgórzu Monte Tauro mogliśmy podziwiać piękny teatr grecki, katedrę San Nicolo na placu Duomo, a także odpocząć od ulicznego zgiełku w parku Villa Comunale, gdzie z tarasu rozciąga się przepiękny widok na Etnę i na Zatokę Naxos.
Kto chciał mógł się delektować granitą, owocowym sorbetem wspaniale smakującym i orzeźwiającym w ciągu upalnego dnia.
Oczywiście to tylko ostatnie atrakcje naszej zagranicznej wycieczki.
Zwiedzaliśmy jeszcze potężną Katanię z bardzo hucznym miejscem - targiem rybnym, ale też z katedrą św. Agaty męczennicy, która urodziła się w tym mieście i pomimo oddania jej do domu rozpusty, zachowała dziewictwo w zamian za tortury i odcięcie piersi. Obecnie chroni to miasto przed zgubnymi skutkami aktywności Etny.
Zobaczyliśmy barokowe Noto z bogactwem kościołów i odbudowaną katedrę, Ragusę - z bazyliką di San Giorgio, czy katedrą San Giovanni; Modicę, znaną przede wszystkim z czekolady, której receptura wywodzi się już od Azteków - wynalazców czekolady. Czekolada z miasta Modica nie zawiera mleka i wytwarza się ją w stosunkowo niskiej temperaturze, a dodatkowo cukier nadaje tabliczce ciekawej, lekko chrupiącej w ustach faktury.
Odwiedziliśmy tu fabrykę czekolady, gdzie kosztowaliśmy jej duże ilości, świeżo wykonanej podczas pokazu.
Jedną z większych atrakcji naszej wycieczki były też Syrakuzy. To tu weszliśmy do parku archeologicznego i przeszliśmy się wokół teatru greckiego i amfiteatru rzymskiego, a także zwiedziliśmy starą cześć miasta, położoną na wyspie Ortigia.
Poznaliśmy też ludzi i ich zwyczaje. Od bardzo profesjonalnie przygotowanych przewodników dowiadywaliśmy się o kulturze Sycylii i o uzależnieniu gospodarki tego kraju od mafijnych układów.
Sycylia urzekła nas swoim pięknem, pozwoliła przedłużyć czas lata i sprawiła, że z większym zrozumieniem podchodzimy do procesów związanych z czynnikami wewnętrznymi kształtującymi powierzchnię Ziemi.
Jakże trudno takie procesy wytłumaczyć podczas lekcji, a na tej wycieczce można je było niemal poczuć.
To tutaj byliśmy na kontakcie dwóch wielkich płyt tektonicznych: afrykańskiej i eurazjatyckiej (europejska Sycylia leży właśnie na płycie afrykańskiej). Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie poruszały się z zawrotną prędkością przyrostu paznokcia w ciągu roku (ok. 2-5 cm. Musi więc być jakaś siła, która wpycha tę płytę afrykańską pod eurazjatycką. Ta siła płynie z wnętrza Ziemi i jest nią ciepło. Ciepło zmniejsza gęstość materiału, a ten staje się coraz bardziej płynny. Ciepło jest więc dalej wypychane w kierunku skorupy ziemskiej. Sama skorupa jest chłodniejsza i ulega tzw. ujemnej pływalności, czyli tonie, a te przeciwstawne sobie siły doprowadzają do ruchu płyt. W miejscu, gdzie magma jest cieplejsza, dochodzi do rozrostu, a tam gdzie jest chłodniejsza, ma miejsce zrost. Zrastanie się jest bardziej gwałtowne i obfituje w zjawiska wulkaniczne (erupcje) i trzęsienia Ziemi.
Kiedy byliśmy w Katanii, mieliśmy okazję podziwiać wielkie wybuchy Etny z głównego jej krateru.
My poruszaliśmy się i mieszkaliśmy na uskoku TLM (od geograficznych nazw: Tindali - Letojanni - Malta), który biegnie wzdłuż wysp: Vulcano, Lipari i Salina. Na zachód od tego miejsca nie stwierdza się obecnie większej aktywności wulkanicznej, ale na wschód znajduje się jeden z najaktywniejszych wulkanów na świecie - Stromboli. Wyrzuca on bomby wulkaniczne i lapille z częstotliwością 3-5 razy w ciągu godziny, ale zdarza się, że znacznie częściej. Płynęliśmy obok niego. To właśnie na wschód fragment płyty afrykańskiej zapada się jeszcze bardziej z uwagi na uskok i liczne pęknięcia w tym miejscu.

 Przed kraterem Vulcano na Wyspach Liparyjskich


Etna w erupcji


Na zboczach Etny przy pasożytniczych kraterach


W Wąwozie Alcantara



Przed teatrem greckim w Syrakuzach


Ragusa - miasto na wzgórzach


Widok na odbudowaną katedrę w Noto


Na wyspie Lipari


Isole Ciclopi


Krajobraz Wysp Liparyjskich (Eolskich)

 

 

Nasz wyjazd do Hiszpanii i Portugalii - maj 2019


W kwietniu 2019 r mieliśmy okazję polecieć do Hiszpanii i oprócz niej zwiedzaliśmy również południową część Portugalii.
To był już trzynasty wyjazd zagraniczny zorganizowany przeze mnie.
Z relacji uczestników wynikało, że był bardzo udany. Sam też tak to odbierałem, bo to byłą wspaniała młodzież, pozytywnie nastawiona na zwiedzanie.
W ciągu ośmiu dni, w odległości ok. 3200 km od naszych domów, udało się nam zobaczyć m.in. Sewillę, Gibraltar, Kadyks, Jerez de la Frontera, Rondę, Huelvę, Malagę, Marbellę, Esteponę, Albufeirę i Faro.
Eksplorowaliśmy więc południowe wybrzeża Portugalii m.in. w Faro i Albufeirze, wspierane bogatą prezentacją lokalnych przewodników.
Na naszej trasie zwiedzania nie mogło zabraknąć miejsca, gdzie rozbił się samolot z generałem Władysławem Sikorskim na pokładzie. Z geograficznego punktu widzenia nie moglibyśmy sobie pozwolić na pominięcie bogatej Sewilli i uroczego Kadyksu – miejsca narodzin flamenco, ściśle związanych z wyprawami Krzysztofa Kolumba.
Byliśmy gośćmi ekskluzywnego hotelu w Esteponie, gdzie mieliśmy już okazję przywitać się z Morzem Śródziemnym. W tym miejscu nie tylko zażywaliśmy kąpieli w Słońcu, ale też w falach Morza Śródziemnego.
Zobaczyliśmy portową Malagę na wybrzeżu Costa del Sol z wysokiego wzniesienia, które było punktem widokowym na Zamku Gibralfaro. Jest to jedno z większych miast Hiszpanii, które od początku swojego istnienia było kształtowane przez rożne kultury i religie w zależności od tego, kto w danym czasie panował nad tą częścią Półwyspu Iberyjskiego.
Zobaczyliśmy m.in. twierdze zbudowaną jeszcze przez Rzymian – Alcazabę i odkryty dopiero niedawno teatr rzymski znajdujący się u jej stóp. Zobaczyliśmy też wielką renesansową katedrę, która została usytuowana na dawnych arabskich murach meczetu.
Oczywiście obowiązkowo musieliśmy zaliczyć plażę Malaqueta, na którą cień rzucały dorodne palmy. Późnym popołudniem zaglądnęliśmy jeszcze do Marbelli, znanego kąpieliska morskiego, ulubionego przez najbogatszych ludzi z całego świata.
Nie mogło zabraknąć czasu na klimatyczne miasto Ronda już we wnętrzu Półwyspu Iberyjskiego z pięknym kamiennym 150. metrowym mostem.
W ostatnim dniu naszej wycieczki wróciliśmy do Sewilli, by ponownie podejść do murów pięknego pałacu Alkazar i innych atrakcji tego bogatego skrawka Andaluzji.
Dni naszego podróżowania zwieńczaliśmy kąpielą w hotelowym basenie i obiadokolacją, gdzie każdy mógł najeść się do syta, korzystając z bogactwa rożnych potraw serwowanych w formie szwedzkiego stołu.  

Poniżej znajdziecie kilka tylko zdjęć z ciekawych odwiedzanych przez nas miejsc. Niestety nie uwzględniam na nich uczestników wycieczki z uwagi na przepisy dotyczące ochrony danych osobowych.
Takie zdjęcia możemy jednak oglądnąć w zamkniętej grupie.
 

Sewilla - Zamek Alcazar  



Ronda - kamienny most  


Plaże w pobliżu Marbelli  

 
Estepona - nasze miejsce noclegowe  

 
Malaga - miasto portowe  

 
Widok z samolotu w drodze powrotnej  

© geoinfomat '2019